Hura! Mamy zasięg! :)

DSCN9472 Bez kategorii

Unidos por la esperanza

 Zjednoczeni w nadziei.

Często bywa tak, że czegoś nie planujemy, a życie organizuje nam czas. Jeszcze w zeszłą niedzielę, po mszy świętej, odpoczywając w hamaczku, zastanawiałem się, co by w tym tygodniu zrobić? Dobrze, że zasnąłem w tym myśleniu. Bo obudził mnie telefon, który zaplanował przepięknie mój tydzień.

Od pół roku czekaliśmy na przyjazd Papieża Franciszka do Peru. Nie było wątpliwości, że autor encykliki „Laudato Si”, która mówi nam tyle o środowisku, przyleci również w miejsce, o którym pisze ,,płuca świata”. I choć mieliśmy nadzieje, że śladami Jana Pawła II odwiedzi największe miasto w dżungli Iquitos, zostaliśmy zaproszeni do Puerto Maldonado na spotkanie Papieża z Indianami zamieszkującymi Amazonię. Przedsięwzięcie pewnie by się nie udało ze względu na dystans i koszty, gdyby nie pomoc Sił Powietrznych Peru, które zapewniły nam darmowy przelot samolotem. Tak naszej parafii w udziale przypadło 5 miejsc. Wybraliśmy reprezentantów, by polecieli na spotkanie z następcą Piotra. Po raz kolejny sprawdziło się, że tu nie ma co za dużo planować, bo czas zmienia wszystko. Po pewnym czasie dotarła smutna wiadomość, że oferta ze strony lotnictwa jest nieaktualna. Dopiero co udało mi się powiadomić i przeprosić, a tu kolejne informacje, że po protestach biskupów, którzy napisali list do rządu, znowu mamy samolot. Na miesiąc przed, kolejna zła wiadomość, ksiądz odpowiedzialny za listę zgubił dane i zapomniał o naszej parafii. Tak już w życiu jest, jak na czymś komuś zależy, to wszystko jest pod górkę, ale nie niemożliwe.

Ostatecznie w udziale przypadły nam tylko 3 miejsca. I tak leżąc w hamaku na niedzielnym odpoczynku zadzwonił telefon, że prawdopodobnie 2 osoby nie będą mogły polecieć, ale wszystko okaże się w noc przed odlotem, wiec jeśli chce mogę zaryzykować przyjazd do Iquitos. W sumie to i tak planowałem w tych dniach zakupy, więc czemu nie? Przecież to tylko 9 godzin szybką łódką. I tak 17 stycznia wczesnym rankiem z grupą pielgrzymów wsiadłem do samolotu lecącego na spotkanie z Papieżem w Puerto Maldonado.

Copia de 20180117_095234

Po dwóch godzinach lotu dotarliśmy do miasta, które jak na wizytę Papieża jest małe. Liczy zaledwie 70 tysięcy mieszkańców. Naszym domem na te dni stały się sale wykładowe tutejszego Uniwersytetu.

Choć organizacja była dobra, to jak to bywa przy tak wielkich przedsięwzięciach, czasem można coś przeoczyć. Nasi mieszkańcy przyzwyczajeni są do częstych kąpieli. I gdy zapytaliśmy organizatorów o ten aspekt, po minach można było wywnioskować: „Ups, o tym zapomnieliśmy!”. Codziennie odbywała się wycieczka po wszystkich budynkach i każdym zakamarku terenu w poszukiwaniu wody do kąpieli. Co nie było takie łatwe, zważywszy na to, że było nas ok. 300 pielgrzymów z pięciu wikariatów i w sąsiednim budynku ok. 3tys. policjantów, ściągniętych z wszystkich okolic, by zapewnić bezpieczeństwo. Ale kto by się przejmował takimi drobiazgami? Za miski do polewania się wodą z kranów służyło wszystko. Nawet kaski robotników, którzy wałęsali się po nieskończonej jeszcze budowie.

DSCN9388
Dzień przed spotkaniem poświęcony był spotkaniu REPAM –  inicjatywy tworzącej sieć Kościoła amazońskiego, który nie ma granic i jednoczy wszystkie Kościoły lokalne i wioski indiańskie rozrzucone po całej dżungli, leżące na terenie dziewięciu państw, obejmujące 400 grup etnicznych. REPAM to ok. 3 miliony ludzi, których domem jest las. Rozglądając się po sali, w której się zgromadziliśmy, można bez trudu zaobserwować jak wiele jest różnic miedzy nimi, jak wiele kolorów, różnych ubiorów, rysów i ozdób twarzy i ciała. Ale wszyscy zgromadzeni w wierze w Jednego Boga.

DSCN9378   

Biskupi z 8 państw przedstawiali sprawozdanie, jakie inicjatywy w poszczególnych krajach Kościół podjął na podstawie encykliki „Laudato Si”. Ich wystąpienia przerywane były licznymi występami i wypowiedziami przedstawicieli różnych grup, którym postawiono pytanie: – Czego oczekują od Papieża? Było ich wiele. Wybrałem te przykładowe, które choć trochę ukazują problemy, z jakimi przychodzi nam się zmagać.

DSCN9332
NIE!!! dla przemocy, NIE!!! dla korupcji i kłamstw. Oczekują, by Papież poruszył serca tych, którzy rządzą. By zauważyli ich obecność, którą ciągle się neguje. Pozbawiając ich tym samym praw.
Przesłania dla rodzin i młodych, którzy tracą swe wartości.

Politycy twierdzą, że Amazonia jest niezaludniona, że można robić, co im się podoba, sprzedawając ich tereny pod wydobywanie złóż minerałów, wycinki lasów, wydobywanie gazu i ropy, zalewanie terenów pod elektrownie wodne. Tym samym zabierając Indianom ich dom – las. Poprzez tę obecność na spotkaniu z Papieżem chcą pokazać, że istnieją.

Mówiono o ciężkiej sytuacji kobiet, dziewcząt i dzieci. To nie przypadek, że Papież pojawił się w Puerto Maldonado – miejscu, gdzie rzeka przypomina kopalnie i to, co można w niej złapać, to nie ryby, a rtęć i gdzie wiele hoteli nie wynajmuje pokoi na doby hotelowe, a na godziny, świadcząc usługi prostytucji.

Choć było tego wiele, podsumowując wszystko, to Indianie chcą, by papież był ich głosem na cały świat. Ich głosem, którego nikt nie chce słuchać, by On w ich imieniu mówił i ukazał, co się tu dzieje.
Pełne nadziei są słowa przedstawiciela z grupy Maya: „Mogą wyciąć drzewa, wypalić wszystkie gałęzie, ale nie wyrwą korzeni.”

Wieczorem zorganizowane było czuwanie, które rozpoczęła przepiękna procesja. Przybyło wiele grup z figurami swoich świętych patronów, którym towarzyszyły grupy muzyków i tancerzy.


Drugi dzień to spotkanie z Papieżem. Rozpoczęte od wspólnego przemarszu do koloseum. Już zapomniałem, co to piesza pielgrzymka. A w tym momencie wróciły wspomnienia. Marsz ze śpiewem na ustach. Jedynie za czym nie zatęsknię to dystans. Porównując do polskich warunków, to był króciutki spacerek jednogodzinny. Po odbyciu kontroli znaleźliśmy się w środku. Na spotkaniu bardzo kameralnym, na które wejściówki miało tylko 3,5 tys. osób. Kameralne przez fakt, że na zewnątrz było ok. 35 tysięcy wiernych, a w Limie na spotkaniu ok. 1,5 miliona.

DSCN9472

Czas niesamowicie szybko upływał w oczekiwaniu na Papieża. Godzinne spotkanie rozpoczęło powitanie miejscowego biskupa i przedstawicieli Indian, którzy w swojej przemowie powrócili do historii. Tej tragicznej, w której Kościół wybronił ich przed zagładą. I to, co szczególnie zapadło mi w pamięci to słowa: ,,Ojcze obroń nas”.

Miejscowi z wielkim entuzjazmem i zaufaniem przyjęli Papieża czego największym dowodem było ofiarowanie miejscowego ubioru, które symbolizuje przyjęcie Go jako jednego z nich. W tym tak krótkim czasie nie zabrakło ukazania tradycyjnych tańców i muzyki. Były także przemówienia w językach etnicznych i przemówienie Ojca Świętego.
Przepiękne spotkanie, choć tak krótkie, jak na nasze warunki. Zmęczony fizycznie, ale duchowo naładowany wracam do swoich.

DSCN9563

Trochę więcej zdjęć udostępnionych przez moich przyjaciół w galerii.

A dla tych, których jeszcze nie znużyły literki, tekst przemowy Papieża :)

Drodzy bracia i siostry!
Widzę, że przybyliście nie tylko z różnych obszarów tej peruwiańskiej Amazonii, ale także z Andów i innych sąsiednich krajów. Jaki to piękny obraz Kościoła, który nie zna granic i w którym wszystkie narody mogą znaleźć swoją przestrzeń! Jakże bardzo potrzebujemy tych chwil, w których możemy się spotkać i, niezależnie od tego, skąd pochodzimy, wspierać się nawzajem w budowaniu kultury spotkania, która nas odnawia w nadziei.
Dziękuję, biskupie Davidzie, za słowa powitania. Dziękuję, Arturo i Margaricie za podzielenie się z nami wszystkimi waszymi doświadczeniami. Powiedzieliście nam: „Przybywasz, by nas odwiedzić w tej ziemi tak zapomnianej, zranionej i zmarginalizowanej… ale nie jesteśmy ziemią niczyją”. Dziękuję, że to powiedzieliście: nie jesteśmy ziemią niczyją. Jest to jest coś, o czym trzeba powiedzieć zdecydowanie: nie jesteście ziemią niczyją. Ta ziemia ma imiona, ma twarze: ma was.
Region ten nazywa się bardzo pięknie: „Madre de Dios” [Matka Boża]. Nie mogę nie wspomnieć o Maryi, młodej dziewczynie, która mieszkała w odległej, zagubionej wiosce, uważanej przez wielu za „ziemię niczyją”. Tam otrzymała pozdrowienie i największe powołanie, jakiego może doświadczyć człowiek: być Matką Boga; istnieją radości, które mogą zostać objawione tylko maluczkim.
Macie w Maryi nie tylko świadka, na którego trzeba spoglądać, ale Matkę, a tam, gdzie jest matka, nie ma tego straszliwego bólu, gdy czujemy, że nie należymy do nikogo, tego uczucia, które rodzi się, gdy zaczyna zanikać pewność przynależności do rodziny, do pewnego ludu, ziemi, do naszego Boga. Drodzy bracia, pierwszą rzeczą, którą chciałbym wam przekazać – i chcę to uczynić z całą mocą – jest stwierdzenie: nie jest to ziemia osierocona, jest to ziemia Matki! A jeśli jest matka, to są i dzieci, jest rodzina, jest wspólnota. I tam, gdzie jest matka, rodzina i wspólnota, nie mogą zniknąć problemy, ale na pewno jest siła, by stawić im czoło w inny sposób.
Z bólem stwierdzamy, że niektórzy pragną zgasić tę pewność i sprawić, by Madre de Dios była ziemią anonimową, bez dzieci, krainą bezowocną, miejscem łatwym do komercjalizacji i wyzysku. Dlatego warto, abyśmy powtarzali w naszych domach, we wspólnotach, w głębi serca każdego: To nie jest kraina osierocona! Ma Matkę! Ta dobra nowina jest przekazywana z pokolenia na pokolenie, dzięki wysiłkom wielu, którzy dzielą ten dar świadomości, że jesteśmy dziećmi Boga, pomagający nam uznać drugiego za brata.
Przy różnych okazjach mówiłem o kulturze odrzucenia. Kulturze, która nie zadowala się jedynie wykluczaniem, ale która parła naprzód poprzez wyciszanie, ignorowanie i odrzucanie wszystkiego, co nie służy jej interesom. Wydaje się, że konsumpcjonizm alienujący niektórych ludzi nie potrafi dostrzec wymiaru duszącego cierpienia innych. Jest to kultura anonimowa, bez więzi, bez twarzy. Kultura bez matki, która nie chce niczego więcej niż konsumować. Ziemia jest traktowana zgodnie z tą logiką. Wykorzystywane są lasy, rzeki i strumienie, wyzyskiwane do ostateczności, a następnie pozostawiane odłogiem i niezdatne do użytku. Według tej logiki traktowani są również ludzie: używani aż do wyczerpania, a następnie porzucani jako „bezużyteczni”.
Myśląc o tych rzeczach, pozwólcie, że skupię się na temacie bolesnym. Przyzwyczailiśmy się używać terminu „handel ludźmi”, ale w rzeczywistości powinniśmy mówić o niewolnictwie: niewolnictwie pracy, niewolnictwie seksualnym, niewolnictwie, dla zysku. Z bólem zauważamy, że na tej ziemi, która znajduje się pod opieką Matki Bożej, wiele kobiet jest w ten sposób pozbawionych wartości, pogardzanych i narażonych na niekończącą się przemoc. Przemocy wobec kobiet nie da się „znormalizować”, wspierając kulturę macho, która nie akceptuje roli kobiet jako czynnych uczestniczek w naszych wspólnotach. Nie możemy odwracać głowy i pozwolić, aby tak wiele kobiet, zwłaszcza nastoletnich, było znieważanych w ich godności.
Różne osoby wyemigrowały do Amazonii szukając dachu, ziemi i pracy. Przybyli, aby szukać lepszej przyszłości dla siebie i swoich rodzin. Porzucili swoje życie skromne, biedne, ale godne. Wiele z nich, z powodu obietnicy, że pewne prace położą kres niestabilnym sytuacjom, opierały się na obiecującym blasku wydobycia złota. Ale złoto może stać się fałszywym bożkiem, który domaga się ludzkich ofiar.
Fałszywi bogowie, bożki chciwości, pieniędzy, władzy, wszystko niszczą. Demoralizują osobę i instytucje, a także niszczą puszczę. Jezus powiedział, że aby wyrzucić pewne demony, trzeba wiele modlitwy. To jest jeden z nich. Zachęcam was, abyście nadal organizowali się w ruchy i wszelkiego rodzaju wspólnoty, żeby spróbować przezwyciężyć te sytuacje. Starajcie się także, wychodząc od wiary organizować się jako wspólnoty kościelne, które żyją wokół osoby Jezusa. Ze szczerej modlitwy i pełnego nadziei spotkania z Chrystusem możemy zyskać nawrócenie, które pozwoli nam odkryć prawdziwe życie. Jezus obiecał nam prawdziwe życie, autentyczne, życie wieczne. Nie fikcyjne, jak fałszywe obietnice, które olśniewają i które, obiecując życie, prowadzą nas ku śmierci.
Zbawienie nie jest ogólnikowe ani abstrakcyjne. Nasz Ojciec patrzy na konkretnych ludzi, z twarzami i historiami, a wszystkie wspólnoty chrześcijańskie muszą być odbiciem tego spojrzenia, tej obecności, która tworzy więzi, rodzi rodzinę i wspólnotę. Jest to sposób na uczynienie widzialnym Królestwa niebieskiego, wspólnoty, w której każdy czuje się uczestnikiem, czuje się powołany po imieniu i pobudzany, aby być twórcą życia dla innych.
Pokładam w was nadzieję, w sercach wielu osób, które pragną życia błogosławionego. Przyszliście, by poszukiwać jej tutaj, gdzie znajduje się jedna z najbardziej bujnych erupcji życia na planecie. Miłujcie tę ziemię, czujcie, że jest wasza. Powąchajcie ją, posłuchajcie jej, podziwiajcie ją. Bądźcie zakochani w tej ziemi Madre de Dios, angażujcie się i strzeżcie jej. Nie używajcie jej jak zwykłego przedmiotu, który można odrzucić, ale jako prawdziwego skarbu, którym można się cieszyć, uprawiać i przekazywać waszym dzieciom.
Powierzmy się Maryi, Matce Bożej i naszej Matce, i oddajmy się pod Jej opiekę. I proszę, nie zapomnijcie się za mnie modlić. „Zdrowaś Maryjo…”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA Bez kategorii

Czas jak Amazonka.

 Kiedy patrzy  się na rzekę Amazonkę z brzegu, wydaje się być bardzo leniwą rzeką. Płynie dostojnie i powoli. Ale wystarczy wskoczyć w jej nurt, by zdać sobie sprawę, że to tylko pozory. To tylko tak się wydaje, że je wolno płynącą rzeką. A wszystko przez jej ogrom. I kiedy już jesteś w wodzie, uświadamiasz sobie, że płynięcie pod prąd to strata czasu. Człowiek się namacha i nie ma efektu. W najlepszym wypadku, przy najwyższym wysiłku jest się w miejscu.

To samo stało się ze stroną. Ostatni wpis marzec. Dobrze, że jest ktoś, kto mi przypomniał, że wypadało by coś zamieścić. To nie tak, że tego nie chciałem, ale ten rok był jakiś taki, że jak tylko przyjeżdżałem do Iquitos to nieplanowanie i wcale nie był mi w głowie komputer. A to złamane palce w zabawie skok Tarzana, a to poobijany kręgosłup w wyniku upadku, a to potężne zatrucie jajkami, utrata wszystkich materiałów zdjęciowych jakie udało mi się zgromadzić w tym roku. I tak dotrwałem do wakacji w Polsce, czekając na koniec roku z nadzieją, że będzie lepiej. Po po powrocie z polski ciąg dalszy. Silne zapalenie spojówek. Choć to było niesamowite doświadczenie, które wyglądało tu jak epidemia. Wychodząc na ulice widziałeś 80 procent ludzi, którzy jak wampiry chodzili z przekrwionymi oczami. Każdy promyk słońca sprawiał, że łzy lały się strumieniami. Nawet w pewnym momencie dyskutowaliśmy, że coś w tym stylu tylko powodując śmierć stało się za czasów kolonizatorskich. Kiedy to przybysze przywieźli ze sobą choroby, na które Indianie nie byli odporni. Klimat sprawia, że każda choroba rozchodzi się błyskawicznie. I w Aptekach na próżno można było pytać o kropelki do oczu. A nawet ten wpis jest przez przypadek, bo i tym razem nie planowałem przyjechać, ale złamany i bolący ząb mnie do tego zmusił.

IMG-20171023-WA0001                     IMG-20171226-WA0002

Cały rok zaległości wiec w wielkim skrócie, niektóre interesujące wydarzenia z ostatnich dwóch miesięcy.

Choć ja w Polsce trochę odpoczywałem, trawa na naszym parafialnym polu juki na urlop nie poszła. Wręcz przeciwnie. Trochę jej narosło. Na szczęście zawsze można liczyć na pomoc. Minga czyli wspólna praca, na którym nie może zabraknąć masato, wspólny posiłek i po sprawie. Może zrodziło się w was pytanie ale jak to parafialne pole? A no to tak jak w dawnej Polsce. Ludzie ci są bardzo ubodzy i kościół nasz w dużej mierze utrzymuje się z pomocy z innych krajów. Ale by nauczyć miejscowych odpowiedzialność za kościół, który jest przecież nasz wspólny i wszyscy musimy się o niego troszczyć, postanowiliśmy utworzyć 2 hektary pola. Choć zyski to kropla w morzu, zyski z bycia razem przy pracy, wspólne śmiechy, uciekanie przez osami, wężami niezastąpione.

IMGP5012

Tak przy okazji Dziękuję za każde wsparcie ofiarowane na naszą misję. Dzieciakom i młodzieży ze szkoły na Kowalowcu, którzy zawsze pamiętają o rówieśnikach z okazji świat. Miło wiedzieć i czuć, że są ludzie którzy nie myślą tylko o sobie i tych którzy są blisko, ale interesują się też losami tych, z którymi pewnie nigdy nie zamienią ani słowa. Żałuję, że podczas pobytu w ojczyźnie nie do wszystkich udało się dotrzeć, ale myślę, że wszystko jest do nadrobienia. Za rok.

W tym roku udało mi się połączyć dwie piękne tradycje. Pół października różaniec w Polsce, a druga połowa to modlitwy, procesje, vellady (taniec jako modlitwa) przed obrazem Seńor de los Milagros. Zakończone naszym parafialnym odpustem.

IMGP5102         IMGP5057

Podczas którego wiele emocji przyniósł konkurs tańca. A wszystko dlatego, że postanowiliśmy wystawić i naszą ekipę taneczną. Przygotowania trwały 2 tygodnie. Pod pilnym okiem Wszechmogącego.

IMGP5030

A rywalizacja była zacięta. Pojawiła się ekipa z Iquitos. Która zademonstrowała taniec przedstawiający polowanie na Paiche (rybe gigant).

  IMGP5463

Zespól z Indiany, który przedstawił nam jak wygląda cięcie i zbieranie ryżu.

IMGP5547

A moje i nie tylko moje serce było z naszymi, ostatecznie aż dwoma ekipami parafialnymi. Jedna z nich przedstawiając taniec z czasów kauczuku

  IMGP5531

i druga jak wygląda radość wioski Yagua z narodzenia dziecka. Nie ukrywam, że ucieszyłem się wspólnie z młodzieżą ze zwycięstwa. Choć też to, że udało nam się wrócić do korzeni, do pięknej kultury, tradycji, strojów i muzyki było też sukcesem. Nasza parafia to przecież wioski Yagua.

IMGP5611IMGP5614

Na zakończenie roku kalendarzowego, nigdy nie brakuje pracy duszpasterskiej, a to wszystko przez to, że to też koniec roku szkolnego

IMGP6540

i duszpasterskiego. A więc Komunie i Bierzmowania.

IMGP5902 IMGP5756

Biskup podczas Bierzmowania kilkakrotnie wracał, do stwierdzenia, że nasza parafia jest wyjątkowa i przez to ma też liczne zobowiązania. A to dlatego, że jako jedyna ma grupę sióstr zakonnych i aż 2 księży. A to za sprawą ks. Kamila, który po zakończeniu roku przygotowań dotarł i jest wspólnie z nami. Ksiądz, jak mawiał św. Jan Maria Vianey, to ten, który sprowadza Chrystusa na Ziemie. Tak więc na rozpoczęcie swej posługi w Peru, ks Kamil udzielił naszym dzieciakom i młodzieży z Yanashi Pierwszej Komunii Świętej.

IMGP6341

Tak dotarliśmy do świąt. Pewnie miło by było spędzić święta razem,Daleko ale w polskiej atmosferze z Kamilem. Ale Pan Bóg się kazał dzielić. Tak więc, gdy Kamil pozostał w wiosce ja udałem się do jednej z wiosek, by tam przez ponad tydzień wspólnie z mieszkańcami i dziećmi przygotować się do Bożego narodzenia. Jak się okazało pierwszy raz tak świątecznie. Zawsze animator ograniczał się do celebracji słowa. A tym razem nauczyli się, że celebracja może być bardziej urozmaicona. Była żywa szopka. Gdzie Jezus spisał się na medal i wcale nie płakał.

IMGP6588

Dzieciaki pięknie śpiewały i przedstawiły nam historię narodzenia.

IMGP6628

Prawie jak w Polsce. No tylko zabrakło karpia. Ale to nie ta kultura. Choć też było świątecznie. Był kurczak i nie było ryżu jak co dzień tylko ziemniaki. Z których nie ukrywam że się ucieszyłem.  Jak kochałem ryż tak już go tylko lubię.

IMGP6634

To tak w wielkim skrócie. A że czas Świąteczny to też czas postanowień. Pisząc robię postanowienie, że w tym roku poprawie się jeśli chodzi o blog.

Wesołych Świąt i Nowego Roku.

Miłego oglądania zdjęć w galerii.

IMGP8805 Bez kategorii

Luna de miel

 

IMGP8781

Początek roku przyniósł nam Błogosławieństwo Boże w postaci aż 5 wolontariuszy. Troje z nich bardzo przypadkowo i na krótko. Ale pomysł jednej pary mnie zaskoczył.

Kiedy usłyszałem od Dominiki o ich pomyśle spędzenia miesiąca miodowego w Yanashi, pomyślałem, że naprawdę trzeba być szalonym, albo nie wiedzieć na co się piszą, planując na ten czas zamieszkać pod jednym dachem z księdzem. Ale, że Bóg na szaleńcach bożych opiera swój Kościół nie potrafiłem odmówić. Patrząc z punktu formacji, którą prowadzimy w Yanashi, myślę, że to strzał w dziesiątkę. Sądzę, że świadectwo ich decyzji, którą podjęli (małżeństwo) dla wielu była tu szokiem. Tacy młodzi i już tak odważna decyzja. Tyle razy słyszałem od par, które mają ok 50 lat i kilkoro dzieciaków, że to jeszcze nie ten moment. A tu małżeństwo osób zaledwie 24 letnich.

To tak tytułem wstępu. Dziękując Justynie i Tomkowi za ten wspólny czas poprosiłem, by współtworzyli ze mną ten wpis. To chyba będzie najbardziej obiektywny punkt widzenia. Ich doświadczenie. CO napisali. zapraszam do lektury.

IMGP8118

W Yanashi u Rafała spędziliśmy nasz miesiąc miodowy. Z założenia podczas naszej podróży poślubnej chcieliśmy pracować na rzecz najbardziej potrzebujących, poznając jednocześnie kulturę i przyrodę Ameryki Południowej.  Nie mieliśmy klarownej wizji naszego wolontariatu, ale bardzo zależało nam na tym, żeby nasza praca była naprawdę potrzebna i użyteczna. Początkowo poszukiwaliśmy naszego miejsca wśród organizacji świeckich, jednak poprzez znajomą trafiliśmy na Dominikę Szkatułę – misjonarkę, która przyciągnęła nas do Amazonii. Zdecydowaliśmy się zatem na wolontariat misyjny, nie wiedząc zbytnio, co to oznacza. Pojawiło nam się wiele pytań i wątpliwości: „Będziemy nawracać „dzikich” Indian, uczyć ich modlitw i piosenek religijnych? Czy rzeczywiście ewangelizacja zaspokaja najpilniejsze potrzeby miejscowej ludności? I na czym czym właściwie polega ewangelizacja w dżungli?” Rozpoznaliśmy jednak w nadarzającej się okazji na pracę w Amazonii wolę bożą, dlatego bez wahania zdecydowaliśmy się na przyjazd. Ponadto stwierdziliśmy, że musimy spróbować, żeby znaleźć odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Jak się okazuje – słusznie, choć wymagało to trochę cierpliwości.

IMGP8176IMGP8805

Funkcjonowanie misji w wikariacie San Jose del Amazonas zaczęliśmy poznawać od kuchni, czy raczej od strony centrum dowodzenia w Iquitos. Z jednej strony dzięki temu mieliśmy okazję spojrzeć na wikariat z lotu ptaka: po kilku dniach byliśmy w stanie wskazać na mapie wszystkie centra parafii i pokrótce je scharakteryzować; poznaliśmy jak na co dzień działa zaplecze zarządczo-administracyjne wikariatu i jakie stoją przed nim wyzwania. Z drugiej strony te nowe informacje nie przybliżały nas do odpowiedzi na nasze pytania i wątpliwości. Wprost przeciwnie, nie wiedząc jak wygląda sytuacja na froncie, czyli w wioskach, praca centrali w Iquitos wydawała nam się nieco abstrakcyjna.

IMGP7845

Wiele zmieniło się po przyjeździe do Yanashi, choć też nie od razu. Potrzebowaliśmy dobrych kilku dni, żeby uświadomić sobie głęboki sens pełnej poświęcenia pracy wielu misjonarzy. Dostrzegliśmy, że celem działania misji nie jest wcale podbijanie statystyk chrztów, zwiększanie frekfencji na niedzielnej mszy świętej czy wyplewienie tradycyjnych wierzeń Indian. Rozpoznaliśmy, że sensem pracy na misji jest przekazanie mieszkańcom selwy podstawowych wartości moralnych jak m.in. ochrona życia, szacunek do każdego człowieka czy wierność małżeńska i że jest to możliwe jedynie przy pomocy Ducha Świętego. Należy tutaj zaznaczyć, że poznaliśmy w Yanashi wielu wspaniałych ludzi, których trudno posądzać o braki w moralności. Występowanie niektórych problemów społecznych wskazuje jednak na pilną potrzebę nauczania w Amazonii. Dobrym przykładem są powszechne tutaj nieletnie matki. Patrząc obiektywnie, zjawisko to jest negatywne, choćby dlatego, że uniemożliwia lub utrudnia kontynuację edukacji przez nastolatki. Propozycją rządu w tej sprawie jest rozpowszechnianie, a nawet obowiązkowe aplikowanie środków antykoncepcyjnych, co przypomina traktowanie ludzi jak zwierzęta. Kościół proponuje zaś odmienne, ludzkie, choć karkołomnie trudne rozwiązanie – pracę u podstaw celem wychowania do wstrzemięźliwości seksualnej. To tylko jeden z przykładów problemów (wcale nie najbardziej wstrząsający), do rozwiązania których prowadzi ewangelizacja.

IMGP8451IMGP8101

Na wolontariacie misyjnym w Amazonii nauczyliśmy się wielu wyjątkowych rzeczy. Od zabijania tarantul w domu, przez cierpliwość i akceptację powolnego stylu życia w Amazonii do umiejętności przebywania ze współmałżonkiem 24 godziny na dobę przez długie tygodnie bez konfliktów. Jednak bodaj najbardziej cieszy nas, że dzięki pracy w Yanashi zrozumieliśmy głęboki sens i znaczenie ewangelizacji, czym chcielibyśmy podzielić się z innymi ludźmi.

Justyna i Tomasz

małżonkowie od 10 tygodni, którzy przez 5 tygodni pracowali jako wolontariusze w Yanashi.

Justyno i Tomaszu, Aniu i Karolu, Grzesiek dzięki za ten wspólny czas.

Pamiętamy w Modlitwie wspólnota Yanashi

Paroquiana i mantona już za wami tęskni.

Bez kategorii

Robić by się nie narobić

Po świętach nareszcie trochę czasu, by złapać oddech. I coś napisać.
W ostatnich miesiącach wiele się działo. Czasem nawet brakowało czasu, by skończyć to, co było już zaczęte.

Ale w końcu udało się zakończyć remont kościoła.

Pozostały jeszcze drobiazgi, ale to na wolniejszy czas. To co było najważniejsze to to, by woda nie leciała na głowę. Niezbędna okazała się rozbiórka dachu nad zakrystią i wymiana drewnianej konstrukcji.

Na szczęście po bliższych oględzinach dachu kościoła ku zdziwieniu i to nie tylko moim okazało się, że nie jest aż tak źle. Choć z dołu blacha wyglądała fatalnie, jest dość gruba i co najważniejsze nie jest dziurawa. Wystarczyła więc renowacja, by posłużyła jeszcze jakiś czas. Do tej pracy niezbędna była pomoc.

dscf2412

Po 7 dniach prac, litrów potu i kilogramach rdzy pierwszy etap zakończony. Teraz czekanie na deszcz, by zmył pył. I to jak zawsze jest, jak trzeba to nie pada. Pracownicy chcąc jak najszybciej ukończyć prace, posunęli się nawet do poszukiwania i kąpania żółwi w rzece. To według ich wierzeń sprowadza deszcz. A na deszcz nawet się nie zapowiadało. Po tygodniu kąpania żółwie lśniły. I w końcu lunęło. Już w trakcie ulewy przybiegli rozradowani z pytaniem czy jutro zaczynamy. Nie wiem czy ich radość podzielały żółwie. Bo tu ich rola się prawie kończyła. Prawie, bo ostatnią ich posługą było napełnić żołądki myjących, którzy zrobili z nich masamore (coś w rodzaju gulaszu)
A że nie było co czekać, pomalowaliśmy dach środkiem przeciw rdzy.

dscf2409

Następnie dwoma warstwami farby aluminiowej.

Teraz kościół błyszczy na kilometry. Choć to na początku był problem. Już po kilku metrach malowania farba tak odbijała promienie słoneczne, że przestawaliśmy widzieć i niezbędny był zakup okularów przeciwsłonecznych. Od teraz to panowie wyglądali nie jak w pracy a na plaży. Tak między wierszami dla chcących się opalić, praca na dachu to świetne solarium. I za darmo. A jeszcze do tego nagrzana blacha powoduje utratę zbędnego tłuszczyku. Jak tu nie kochać malowania dachu. Przez chwile nawet pomyślałem, a nawet poczułem się co czuje Suri (tłuściutkie jadalne robaczki o których już  kilkukrotnie pisałem), które kładzie się na blasze na słońcu, by je wytopić i zebrać olej służący na różne dolegliwość.

Od teraz to już było z górki. Choć elektryk trochę się nagłowił jak zrobić przeze mnie wymyśloną instalacje. Ta stara nie sprawdzała się. Kable o różnej średnicy, często przeznaczone do niższego napięcia, albo się paliły, albo zostawały przegryzione, albo paliły nam żarówki i inne urządzenia elektryczne. A do tego w każde miejsce, gdzie chcieliśmy mieć prąd, trzeba było nieść pożyczony motor prądotwórczy. Na nasz własny powoli tracę nadzieję. Czekam już od września. Nie może dopłynąć z Limy. Zawsze słyszę, że już w tym tygodniu to na pewno będzie. I nic. Albo protesty Indian, albo niska woda. Normalnie masakra. Aż się zastanawiam, co tym razem usłyszę.

Elektryk stanął na wysokości zadania. Żartowałem do niego, że nasi to nie mają takich problemów. Teraz pozostaje się nauczyć jak to obsługiwać. Jak prąd z motoru to To w górę tamto w dół, gdy z motoru publicznego, by się nie skrzyżowało to w dół, ….. czy odwrotnie. To było jakoś tak. Mamy na to czas.

dscf2435

W między czasie pędzle w dłoń i po trzech rundkach po wodzie sięgającej 1,5 m nie ma śladu.

Tak do następnej. Oby nie w tym roku.

Nie żebym miał lęk wysokości, ale jestem cięższy, więc zabezpieczałem przed osunięciem drabiny.

 dscf2554

Praca może niezbyt ciężka, ale za to jaka odpowiedzialna. Efekt robi wrażenie. No może tylko na mnie, ale robi.

dscf2538  dscf2599

Na koniec pozostało marzenie siostry Marysi. Mieć w zakrystii umywalkę. A że były blisko święta. Marzenia się spełniały.

dscf2588 dscf2597

Po fizycznej pracy czas na intelektualną.

dscf2820

Spotkanie Animatorów. W tym roku przypłynęło ich trochę więcej niż w zeszłym. Choć zawsze mogło być lepiej. Szkoda, że znowu na przeszkodzie stanęła rzeka. A w zasadzie jej brak. Niski stan wody uniemożliwił niektórym wypłynięcie ze swych wiosek. I pomyśleć, że to właśnie z tego powodu przesunęliśmy datę na grudzień. Pomimo tych trudności uczestniczyło 54 osoby.

dscf2758

Niektórzy po raz pierwszy. Były też delegacje młodzieży. I to z tych najdalszych wiosek, które płynęły tu 9 godzin.

dscf2899

W tym roku naszym planem, był powrót do podstaw. Po ostatnich wizytach odkryliśmy, że wielu z naszych animatorów niestety, ale wiele zapomnieli. Niezbędna była nawet nauka posługiwania się Pismem Świętym. Naszym trudom studiowania niewątpliwie pomagał Dawid. Masterchef.

dscf2756

Według znanego stwierdzenia  ,,Jak żołądek pełen to, nauka lepiej wchodzi do głowy”

A że praktyka czyni mistrza, było mnóstwo pracy w małych grupach i praktyki, aż po samą noc.

dscf2789 dscf2802

Nawet biskup się nie oszczędzał.

dscf2785

Przypłynął, by choć jeden dzień spotkać się z animatorami. To najlepszy moment, by On poznał Ich a i Oni swego Biskupa. Biskup raz w roku dopływa na 4 dni do każdej stacji misyjnej i niemożliwe jest, by poznał wszystkie 46 wiosek, które należą tylko do naszej stacji. A tak wszyscy w jednym miejscu.

dscf2784

W niedzielę pożegnaliśmy animatorów, w poniedziałek rano biskupa, a po południa sam wyruszyłem w podróż na odpust do Pebas. Podczas tej podróży trudnej, długiej i męczącej, po raz kolejny mogłem usłyszeć o niezwykłej jedności ludzi na wioskach. Po powrocie z pogaduch do domu, w którym zawsze czekam na statek (ten przypływa tak między 1 a 4 nad ranem) spotkałem znajomego Pana, który właśnie ewakuował naszego animatora. Dla mnie to było zaskoczenie, bo jeszcze dzień wcześniej uczestniczył w spotkaniu. Na balsie, gdzie wił się z bólu udzieliłem mu sakramentu chorych.  A gdy zapytałem jego syna czy ma na bilety na statek. Ten ze spokojem odparł, że nie. Ale w wiosce, kto mógł oddał kury i jak sprzeda to będzie miał. Jakbym miał kurę pod ręką sam bym oddał. Zwierząt nie mam, bo by przy mnie z głodu zdechły, ale jakiś grosz zawsze w kieszeni jest. I z tego co potem się dowiadywałem dotrwał do szpitala. I powoli wraca do zdrowia.

Po nieprzespanym oczekiwaniu wsiadłem na statek i po 4 godzinach dopłynąłem na odpust. Wszystko było pięknie przygotowane. Deszcz, który mżył wpłynął na frekwencje, ale jak zawsze można liczyć na wojsko.

dscf2912  dscf2925

Po odpuście 14 godzinna podróż na zakupy do marketu czyli Iquitos. Tak się zastanawiałem czy jak by w Polsce trzeba było 14 godzin jechać do sklepu, ile razy w miesiącu byśmy do niego jechali?

Po udanych zakupach pozostaje świętować Boże Narodzenie. O nim już pisałem rok temu, więc nie będę się powtarzał. Było podobnie, obiad świąteczny ze starszymi i samotnymi, czekolada i upominki dla dzieci, msza z inscenizacją dzieciaków. Zapraszam zainteresowanych do archiwum. A w galerii do zdjęć z tego roku.

dscf2970

W tym roku nowością był Sylwester.

dscf2957  dscf2950

A wszystko za przyczyną zeszłego, kiedy to po mszy świętej i spaleniu Piłata odwiedziłem na chwile zaprzyjaźnione rodzinki i ok. 21 byłem już w łóżeczku. Przesypiając  przywitanie nowego roku. W przeciwieństwie do wielu młodych, którzy poszukiwali wolnych miejsc w knajpach. Yanashi to nie Warszawa, nie ma ich na każdym kroku. Wielu młodych chciało po prostu potańczyć. Postanowiłem więc, by zrobić bezalkoholową konkurencje. A nawet poszliśmy dalej, trochę słodkości, sok i kolacja za darmo. A co. Jak się bawić to bawić. Choć śmiem przypuszczać, że zorganizowanie całości dla 100 osób nie kosztowało mnie więcej niż jedną no może dwie pary, które poszły na organizowaną w polskiej restauracji zabawę sylwestrową. Do końca dotrwali tylko najtwardsi tancerze.

dscf2983  dscf2986

By nie zgorszyć wyjaśnienie. W Ameryce taniec jest tak oczywisty, że nie ma zakazu tańców dla księży. I nawet sam biskup nie unika pląsów na parkiecie. A i w Polsce to się chyba po woli zmienia. Przecież taniec to nic złego. I pewnie nie było by tego wszystkiego na święta, gdyby też nie pomoc z Polski.

dscf2967

 Na życzenia Świąteczne już za późno, na Nowy rok też już jakoś po wszystkim. To może niech będzie Radosnej Zabawy w Karnawale.