DSCN9472 Bez kategorii

Unidos por la esperanza

 Zjednoczeni w nadziei.

Często bywa tak, że czegoś nie planujemy, a życie organizuje nam czas. Jeszcze w zeszłą niedzielę, po mszy świętej, odpoczywając w hamaczku, zastanawiałem się, co by w tym tygodniu zrobić? Dobrze, że zasnąłem w tym myśleniu. Bo obudził mnie telefon, który zaplanował przepięknie mój tydzień.

Od pół roku czekaliśmy na przyjazd Papieża Franciszka do Peru. Nie było wątpliwości, że autor encykliki „Laudato Si”, która mówi nam tyle o środowisku, przyleci również w miejsce, o którym pisze ,,płuca świata”. I choć mieliśmy nadzieje, że śladami Jana Pawła II odwiedzi największe miasto w dżungli Iquitos, zostaliśmy zaproszeni do Puerto Maldonado na spotkanie Papieża z Indianami zamieszkującymi Amazonię. Przedsięwzięcie pewnie by się nie udało ze względu na dystans i koszty, gdyby nie pomoc Sił Powietrznych Peru, które zapewniły nam darmowy przelot samolotem. Tak naszej parafii w udziale przypadło 5 miejsc. Wybraliśmy reprezentantów, by polecieli na spotkanie z następcą Piotra. Po raz kolejny sprawdziło się, że tu nie ma co za dużo planować, bo czas zmienia wszystko. Po pewnym czasie dotarła smutna wiadomość, że oferta ze strony lotnictwa jest nieaktualna. Dopiero co udało mi się powiadomić i przeprosić, a tu kolejne informacje, że po protestach biskupów, którzy napisali list do rządu, znowu mamy samolot. Na miesiąc przed, kolejna zła wiadomość, ksiądz odpowiedzialny za listę zgubił dane i zapomniał o naszej parafii. Tak już w życiu jest, jak na czymś komuś zależy, to wszystko jest pod górkę, ale nie niemożliwe.

Ostatecznie w udziale przypadły nam tylko 3 miejsca. I tak leżąc w hamaku na niedzielnym odpoczynku zadzwonił telefon, że prawdopodobnie 2 osoby nie będą mogły polecieć, ale wszystko okaże się w noc przed odlotem, wiec jeśli chce mogę zaryzykować przyjazd do Iquitos. W sumie to i tak planowałem w tych dniach zakupy, więc czemu nie? Przecież to tylko 9 godzin szybką łódką. I tak 17 stycznia wczesnym rankiem z grupą pielgrzymów wsiadłem do samolotu lecącego na spotkanie z Papieżem w Puerto Maldonado.

Copia de 20180117_095234

Po dwóch godzinach lotu dotarliśmy do miasta, które jak na wizytę Papieża jest małe. Liczy zaledwie 70 tysięcy mieszkańców. Naszym domem na te dni stały się sale wykładowe tutejszego Uniwersytetu.

Choć organizacja była dobra, to jak to bywa przy tak wielkich przedsięwzięciach, czasem można coś przeoczyć. Nasi mieszkańcy przyzwyczajeni są do częstych kąpieli. I gdy zapytaliśmy organizatorów o ten aspekt, po minach można było wywnioskować: „Ups, o tym zapomnieliśmy!”. Codziennie odbywała się wycieczka po wszystkich budynkach i każdym zakamarku terenu w poszukiwaniu wody do kąpieli. Co nie było takie łatwe, zważywszy na to, że było nas ok. 300 pielgrzymów z pięciu wikariatów i w sąsiednim budynku ok. 3tys. policjantów, ściągniętych z wszystkich okolic, by zapewnić bezpieczeństwo. Ale kto by się przejmował takimi drobiazgami? Za miski do polewania się wodą z kranów służyło wszystko. Nawet kaski robotników, którzy wałęsali się po nieskończonej jeszcze budowie.

DSCN9388
Dzień przed spotkaniem poświęcony był spotkaniu REPAM –  inicjatywy tworzącej sieć Kościoła amazońskiego, który nie ma granic i jednoczy wszystkie Kościoły lokalne i wioski indiańskie rozrzucone po całej dżungli, leżące na terenie dziewięciu państw, obejmujące 400 grup etnicznych. REPAM to ok. 3 miliony ludzi, których domem jest las. Rozglądając się po sali, w której się zgromadziliśmy, można bez trudu zaobserwować jak wiele jest różnic miedzy nimi, jak wiele kolorów, różnych ubiorów, rysów i ozdób twarzy i ciała. Ale wszyscy zgromadzeni w wierze w Jednego Boga.

DSCN9378   

Biskupi z 8 państw przedstawiali sprawozdanie, jakie inicjatywy w poszczególnych krajach Kościół podjął na podstawie encykliki „Laudato Si”. Ich wystąpienia przerywane były licznymi występami i wypowiedziami przedstawicieli różnych grup, którym postawiono pytanie: – Czego oczekują od Papieża? Było ich wiele. Wybrałem te przykładowe, które choć trochę ukazują problemy, z jakimi przychodzi nam się zmagać.

DSCN9332
NIE!!! dla przemocy, NIE!!! dla korupcji i kłamstw. Oczekują, by Papież poruszył serca tych, którzy rządzą. By zauważyli ich obecność, którą ciągle się neguje. Pozbawiając ich tym samym praw.
Przesłania dla rodzin i młodych, którzy tracą swe wartości.

Politycy twierdzą, że Amazonia jest niezaludniona, że można robić, co im się podoba, sprzedawając ich tereny pod wydobywanie złóż minerałów, wycinki lasów, wydobywanie gazu i ropy, zalewanie terenów pod elektrownie wodne. Tym samym zabierając Indianom ich dom – las. Poprzez tę obecność na spotkaniu z Papieżem chcą pokazać, że istnieją.

Mówiono o ciężkiej sytuacji kobiet, dziewcząt i dzieci. To nie przypadek, że Papież pojawił się w Puerto Maldonado – miejscu, gdzie rzeka przypomina kopalnie i to, co można w niej złapać, to nie ryby, a rtęć i gdzie wiele hoteli nie wynajmuje pokoi na doby hotelowe, a na godziny, świadcząc usługi prostytucji.

Choć było tego wiele, podsumowując wszystko, to Indianie chcą, by papież był ich głosem na cały świat. Ich głosem, którego nikt nie chce słuchać, by On w ich imieniu mówił i ukazał, co się tu dzieje.
Pełne nadziei są słowa przedstawiciela z grupy Maya: „Mogą wyciąć drzewa, wypalić wszystkie gałęzie, ale nie wyrwą korzeni.”

Wieczorem zorganizowane było czuwanie, które rozpoczęła przepiękna procesja. Przybyło wiele grup z figurami swoich świętych patronów, którym towarzyszyły grupy muzyków i tancerzy.


Drugi dzień to spotkanie z Papieżem. Rozpoczęte od wspólnego przemarszu do koloseum. Już zapomniałem, co to piesza pielgrzymka. A w tym momencie wróciły wspomnienia. Marsz ze śpiewem na ustach. Jedynie za czym nie zatęsknię to dystans. Porównując do polskich warunków, to był króciutki spacerek jednogodzinny. Po odbyciu kontroli znaleźliśmy się w środku. Na spotkaniu bardzo kameralnym, na które wejściówki miało tylko 3,5 tys. osób. Kameralne przez fakt, że na zewnątrz było ok. 35 tysięcy wiernych, a w Limie na spotkaniu ok. 1,5 miliona.

DSCN9472

Czas niesamowicie szybko upływał w oczekiwaniu na Papieża. Godzinne spotkanie rozpoczęło powitanie miejscowego biskupa i przedstawicieli Indian, którzy w swojej przemowie powrócili do historii. Tej tragicznej, w której Kościół wybronił ich przed zagładą. I to, co szczególnie zapadło mi w pamięci to słowa: ,,Ojcze obroń nas”.

Miejscowi z wielkim entuzjazmem i zaufaniem przyjęli Papieża czego największym dowodem było ofiarowanie miejscowego ubioru, które symbolizuje przyjęcie Go jako jednego z nich. W tym tak krótkim czasie nie zabrakło ukazania tradycyjnych tańców i muzyki. Były także przemówienia w językach etnicznych i przemówienie Ojca Świętego.
Przepiękne spotkanie, choć tak krótkie, jak na nasze warunki. Zmęczony fizycznie, ale duchowo naładowany wracam do swoich.

DSCN9563

Trochę więcej zdjęć udostępnionych przez moich przyjaciół w galerii.

A dla tych, których jeszcze nie znużyły literki, tekst przemowy Papieża :)

Drodzy bracia i siostry!
Widzę, że przybyliście nie tylko z różnych obszarów tej peruwiańskiej Amazonii, ale także z Andów i innych sąsiednich krajów. Jaki to piękny obraz Kościoła, który nie zna granic i w którym wszystkie narody mogą znaleźć swoją przestrzeń! Jakże bardzo potrzebujemy tych chwil, w których możemy się spotkać i, niezależnie od tego, skąd pochodzimy, wspierać się nawzajem w budowaniu kultury spotkania, która nas odnawia w nadziei.
Dziękuję, biskupie Davidzie, za słowa powitania. Dziękuję, Arturo i Margaricie za podzielenie się z nami wszystkimi waszymi doświadczeniami. Powiedzieliście nam: „Przybywasz, by nas odwiedzić w tej ziemi tak zapomnianej, zranionej i zmarginalizowanej… ale nie jesteśmy ziemią niczyją”. Dziękuję, że to powiedzieliście: nie jesteśmy ziemią niczyją. Jest to jest coś, o czym trzeba powiedzieć zdecydowanie: nie jesteście ziemią niczyją. Ta ziemia ma imiona, ma twarze: ma was.
Region ten nazywa się bardzo pięknie: „Madre de Dios” [Matka Boża]. Nie mogę nie wspomnieć o Maryi, młodej dziewczynie, która mieszkała w odległej, zagubionej wiosce, uważanej przez wielu za „ziemię niczyją”. Tam otrzymała pozdrowienie i największe powołanie, jakiego może doświadczyć człowiek: być Matką Boga; istnieją radości, które mogą zostać objawione tylko maluczkim.
Macie w Maryi nie tylko świadka, na którego trzeba spoglądać, ale Matkę, a tam, gdzie jest matka, nie ma tego straszliwego bólu, gdy czujemy, że nie należymy do nikogo, tego uczucia, które rodzi się, gdy zaczyna zanikać pewność przynależności do rodziny, do pewnego ludu, ziemi, do naszego Boga. Drodzy bracia, pierwszą rzeczą, którą chciałbym wam przekazać – i chcę to uczynić z całą mocą – jest stwierdzenie: nie jest to ziemia osierocona, jest to ziemia Matki! A jeśli jest matka, to są i dzieci, jest rodzina, jest wspólnota. I tam, gdzie jest matka, rodzina i wspólnota, nie mogą zniknąć problemy, ale na pewno jest siła, by stawić im czoło w inny sposób.
Z bólem stwierdzamy, że niektórzy pragną zgasić tę pewność i sprawić, by Madre de Dios była ziemią anonimową, bez dzieci, krainą bezowocną, miejscem łatwym do komercjalizacji i wyzysku. Dlatego warto, abyśmy powtarzali w naszych domach, we wspólnotach, w głębi serca każdego: To nie jest kraina osierocona! Ma Matkę! Ta dobra nowina jest przekazywana z pokolenia na pokolenie, dzięki wysiłkom wielu, którzy dzielą ten dar świadomości, że jesteśmy dziećmi Boga, pomagający nam uznać drugiego za brata.
Przy różnych okazjach mówiłem o kulturze odrzucenia. Kulturze, która nie zadowala się jedynie wykluczaniem, ale która parła naprzód poprzez wyciszanie, ignorowanie i odrzucanie wszystkiego, co nie służy jej interesom. Wydaje się, że konsumpcjonizm alienujący niektórych ludzi nie potrafi dostrzec wymiaru duszącego cierpienia innych. Jest to kultura anonimowa, bez więzi, bez twarzy. Kultura bez matki, która nie chce niczego więcej niż konsumować. Ziemia jest traktowana zgodnie z tą logiką. Wykorzystywane są lasy, rzeki i strumienie, wyzyskiwane do ostateczności, a następnie pozostawiane odłogiem i niezdatne do użytku. Według tej logiki traktowani są również ludzie: używani aż do wyczerpania, a następnie porzucani jako „bezużyteczni”.
Myśląc o tych rzeczach, pozwólcie, że skupię się na temacie bolesnym. Przyzwyczailiśmy się używać terminu „handel ludźmi”, ale w rzeczywistości powinniśmy mówić o niewolnictwie: niewolnictwie pracy, niewolnictwie seksualnym, niewolnictwie, dla zysku. Z bólem zauważamy, że na tej ziemi, która znajduje się pod opieką Matki Bożej, wiele kobiet jest w ten sposób pozbawionych wartości, pogardzanych i narażonych na niekończącą się przemoc. Przemocy wobec kobiet nie da się „znormalizować”, wspierając kulturę macho, która nie akceptuje roli kobiet jako czynnych uczestniczek w naszych wspólnotach. Nie możemy odwracać głowy i pozwolić, aby tak wiele kobiet, zwłaszcza nastoletnich, było znieważanych w ich godności.
Różne osoby wyemigrowały do Amazonii szukając dachu, ziemi i pracy. Przybyli, aby szukać lepszej przyszłości dla siebie i swoich rodzin. Porzucili swoje życie skromne, biedne, ale godne. Wiele z nich, z powodu obietnicy, że pewne prace położą kres niestabilnym sytuacjom, opierały się na obiecującym blasku wydobycia złota. Ale złoto może stać się fałszywym bożkiem, który domaga się ludzkich ofiar.
Fałszywi bogowie, bożki chciwości, pieniędzy, władzy, wszystko niszczą. Demoralizują osobę i instytucje, a także niszczą puszczę. Jezus powiedział, że aby wyrzucić pewne demony, trzeba wiele modlitwy. To jest jeden z nich. Zachęcam was, abyście nadal organizowali się w ruchy i wszelkiego rodzaju wspólnoty, żeby spróbować przezwyciężyć te sytuacje. Starajcie się także, wychodząc od wiary organizować się jako wspólnoty kościelne, które żyją wokół osoby Jezusa. Ze szczerej modlitwy i pełnego nadziei spotkania z Chrystusem możemy zyskać nawrócenie, które pozwoli nam odkryć prawdziwe życie. Jezus obiecał nam prawdziwe życie, autentyczne, życie wieczne. Nie fikcyjne, jak fałszywe obietnice, które olśniewają i które, obiecując życie, prowadzą nas ku śmierci.
Zbawienie nie jest ogólnikowe ani abstrakcyjne. Nasz Ojciec patrzy na konkretnych ludzi, z twarzami i historiami, a wszystkie wspólnoty chrześcijańskie muszą być odbiciem tego spojrzenia, tej obecności, która tworzy więzi, rodzi rodzinę i wspólnotę. Jest to sposób na uczynienie widzialnym Królestwa niebieskiego, wspólnoty, w której każdy czuje się uczestnikiem, czuje się powołany po imieniu i pobudzany, aby być twórcą życia dla innych.
Pokładam w was nadzieję, w sercach wielu osób, które pragną życia błogosławionego. Przyszliście, by poszukiwać jej tutaj, gdzie znajduje się jedna z najbardziej bujnych erupcji życia na planecie. Miłujcie tę ziemię, czujcie, że jest wasza. Powąchajcie ją, posłuchajcie jej, podziwiajcie ją. Bądźcie zakochani w tej ziemi Madre de Dios, angażujcie się i strzeżcie jej. Nie używajcie jej jak zwykłego przedmiotu, który można odrzucić, ale jako prawdziwego skarbu, którym można się cieszyć, uprawiać i przekazywać waszym dzieciom.
Powierzmy się Maryi, Matce Bożej i naszej Matce, i oddajmy się pod Jej opiekę. I proszę, nie zapomnijcie się za mnie modlić. „Zdrowaś Maryjo…”