Bez kategorii

Robić by się nie narobić

Po świętach nareszcie trochę czasu, by złapać oddech. I coś napisać.
W ostatnich miesiącach wiele się działo. Czasem nawet brakowało czasu, by skończyć to, co było już zaczęte.

Ale w końcu udało się zakończyć remont kościoła.

Pozostały jeszcze drobiazgi, ale to na wolniejszy czas. To co było najważniejsze to to, by woda nie leciała na głowę. Niezbędna okazała się rozbiórka dachu nad zakrystią i wymiana drewnianej konstrukcji.

Na szczęście po bliższych oględzinach dachu kościoła ku zdziwieniu i to nie tylko moim okazało się, że nie jest aż tak źle. Choć z dołu blacha wyglądała fatalnie, jest dość gruba i co najważniejsze nie jest dziurawa. Wystarczyła więc renowacja, by posłużyła jeszcze jakiś czas. Do tej pracy niezbędna była pomoc.

dscf2412

Po 7 dniach prac, litrów potu i kilogramach rdzy pierwszy etap zakończony. Teraz czekanie na deszcz, by zmył pył. I to jak zawsze jest, jak trzeba to nie pada. Pracownicy chcąc jak najszybciej ukończyć prace, posunęli się nawet do poszukiwania i kąpania żółwi w rzece. To według ich wierzeń sprowadza deszcz. A na deszcz nawet się nie zapowiadało. Po tygodniu kąpania żółwie lśniły. I w końcu lunęło. Już w trakcie ulewy przybiegli rozradowani z pytaniem czy jutro zaczynamy. Nie wiem czy ich radość podzielały żółwie. Bo tu ich rola się prawie kończyła. Prawie, bo ostatnią ich posługą było napełnić żołądki myjących, którzy zrobili z nich masamore (coś w rodzaju gulaszu)
A że nie było co czekać, pomalowaliśmy dach środkiem przeciw rdzy.

dscf2409

Następnie dwoma warstwami farby aluminiowej.

Teraz kościół błyszczy na kilometry. Choć to na początku był problem. Już po kilku metrach malowania farba tak odbijała promienie słoneczne, że przestawaliśmy widzieć i niezbędny był zakup okularów przeciwsłonecznych. Od teraz to panowie wyglądali nie jak w pracy a na plaży. Tak między wierszami dla chcących się opalić, praca na dachu to świetne solarium. I za darmo. A jeszcze do tego nagrzana blacha powoduje utratę zbędnego tłuszczyku. Jak tu nie kochać malowania dachu. Przez chwile nawet pomyślałem, a nawet poczułem się co czuje Suri (tłuściutkie jadalne robaczki o których już  kilkukrotnie pisałem), które kładzie się na blasze na słońcu, by je wytopić i zebrać olej służący na różne dolegliwość.

Od teraz to już było z górki. Choć elektryk trochę się nagłowił jak zrobić przeze mnie wymyśloną instalacje. Ta stara nie sprawdzała się. Kable o różnej średnicy, często przeznaczone do niższego napięcia, albo się paliły, albo zostawały przegryzione, albo paliły nam żarówki i inne urządzenia elektryczne. A do tego w każde miejsce, gdzie chcieliśmy mieć prąd, trzeba było nieść pożyczony motor prądotwórczy. Na nasz własny powoli tracę nadzieję. Czekam już od września. Nie może dopłynąć z Limy. Zawsze słyszę, że już w tym tygodniu to na pewno będzie. I nic. Albo protesty Indian, albo niska woda. Normalnie masakra. Aż się zastanawiam, co tym razem usłyszę.

Elektryk stanął na wysokości zadania. Żartowałem do niego, że nasi to nie mają takich problemów. Teraz pozostaje się nauczyć jak to obsługiwać. Jak prąd z motoru to To w górę tamto w dół, gdy z motoru publicznego, by się nie skrzyżowało to w dół, ….. czy odwrotnie. To było jakoś tak. Mamy na to czas.

dscf2435

W między czasie pędzle w dłoń i po trzech rundkach po wodzie sięgającej 1,5 m nie ma śladu.

Tak do następnej. Oby nie w tym roku.

Nie żebym miał lęk wysokości, ale jestem cięższy, więc zabezpieczałem przed osunięciem drabiny.

 dscf2554

Praca może niezbyt ciężka, ale za to jaka odpowiedzialna. Efekt robi wrażenie. No może tylko na mnie, ale robi.

dscf2538  dscf2599

Na koniec pozostało marzenie siostry Marysi. Mieć w zakrystii umywalkę. A że były blisko święta. Marzenia się spełniały.

dscf2588 dscf2597

Po fizycznej pracy czas na intelektualną.

dscf2820

Spotkanie Animatorów. W tym roku przypłynęło ich trochę więcej niż w zeszłym. Choć zawsze mogło być lepiej. Szkoda, że znowu na przeszkodzie stanęła rzeka. A w zasadzie jej brak. Niski stan wody uniemożliwił niektórym wypłynięcie ze swych wiosek. I pomyśleć, że to właśnie z tego powodu przesunęliśmy datę na grudzień. Pomimo tych trudności uczestniczyło 54 osoby.

dscf2758

Niektórzy po raz pierwszy. Były też delegacje młodzieży. I to z tych najdalszych wiosek, które płynęły tu 9 godzin.

dscf2899

W tym roku naszym planem, był powrót do podstaw. Po ostatnich wizytach odkryliśmy, że wielu z naszych animatorów niestety, ale wiele zapomnieli. Niezbędna była nawet nauka posługiwania się Pismem Świętym. Naszym trudom studiowania niewątpliwie pomagał Dawid. Masterchef.

dscf2756

Według znanego stwierdzenia  ,,Jak żołądek pełen to, nauka lepiej wchodzi do głowy”

A że praktyka czyni mistrza, było mnóstwo pracy w małych grupach i praktyki, aż po samą noc.

dscf2789 dscf2802

Nawet biskup się nie oszczędzał.

dscf2785

Przypłynął, by choć jeden dzień spotkać się z animatorami. To najlepszy moment, by On poznał Ich a i Oni swego Biskupa. Biskup raz w roku dopływa na 4 dni do każdej stacji misyjnej i niemożliwe jest, by poznał wszystkie 46 wiosek, które należą tylko do naszej stacji. A tak wszyscy w jednym miejscu.

dscf2784

W niedzielę pożegnaliśmy animatorów, w poniedziałek rano biskupa, a po południa sam wyruszyłem w podróż na odpust do Pebas. Podczas tej podróży trudnej, długiej i męczącej, po raz kolejny mogłem usłyszeć o niezwykłej jedności ludzi na wioskach. Po powrocie z pogaduch do domu, w którym zawsze czekam na statek (ten przypływa tak między 1 a 4 nad ranem) spotkałem znajomego Pana, który właśnie ewakuował naszego animatora. Dla mnie to było zaskoczenie, bo jeszcze dzień wcześniej uczestniczył w spotkaniu. Na balsie, gdzie wił się z bólu udzieliłem mu sakramentu chorych.  A gdy zapytałem jego syna czy ma na bilety na statek. Ten ze spokojem odparł, że nie. Ale w wiosce, kto mógł oddał kury i jak sprzeda to będzie miał. Jakbym miał kurę pod ręką sam bym oddał. Zwierząt nie mam, bo by przy mnie z głodu zdechły, ale jakiś grosz zawsze w kieszeni jest. I z tego co potem się dowiadywałem dotrwał do szpitala. I powoli wraca do zdrowia.

Po nieprzespanym oczekiwaniu wsiadłem na statek i po 4 godzinach dopłynąłem na odpust. Wszystko było pięknie przygotowane. Deszcz, który mżył wpłynął na frekwencje, ale jak zawsze można liczyć na wojsko.

dscf2912  dscf2925

Po odpuście 14 godzinna podróż na zakupy do marketu czyli Iquitos. Tak się zastanawiałem czy jak by w Polsce trzeba było 14 godzin jechać do sklepu, ile razy w miesiącu byśmy do niego jechali?

Po udanych zakupach pozostaje świętować Boże Narodzenie. O nim już pisałem rok temu, więc nie będę się powtarzał. Było podobnie, obiad świąteczny ze starszymi i samotnymi, czekolada i upominki dla dzieci, msza z inscenizacją dzieciaków. Zapraszam zainteresowanych do archiwum. A w galerii do zdjęć z tego roku.

dscf2970

W tym roku nowością był Sylwester.

dscf2957  dscf2950

A wszystko za przyczyną zeszłego, kiedy to po mszy świętej i spaleniu Piłata odwiedziłem na chwile zaprzyjaźnione rodzinki i ok. 21 byłem już w łóżeczku. Przesypiając  przywitanie nowego roku. W przeciwieństwie do wielu młodych, którzy poszukiwali wolnych miejsc w knajpach. Yanashi to nie Warszawa, nie ma ich na każdym kroku. Wielu młodych chciało po prostu potańczyć. Postanowiłem więc, by zrobić bezalkoholową konkurencje. A nawet poszliśmy dalej, trochę słodkości, sok i kolacja za darmo. A co. Jak się bawić to bawić. Choć śmiem przypuszczać, że zorganizowanie całości dla 100 osób nie kosztowało mnie więcej niż jedną no może dwie pary, które poszły na organizowaną w polskiej restauracji zabawę sylwestrową. Do końca dotrwali tylko najtwardsi tancerze.

dscf2983  dscf2986

By nie zgorszyć wyjaśnienie. W Ameryce taniec jest tak oczywisty, że nie ma zakazu tańców dla księży. I nawet sam biskup nie unika pląsów na parkiecie. A i w Polsce to się chyba po woli zmienia. Przecież taniec to nic złego. I pewnie nie było by tego wszystkiego na święta, gdyby też nie pomoc z Polski.

dscf2967

 Na życzenia Świąteczne już za późno, na Nowy rok też już jakoś po wszystkim. To może niech będzie Radosnej Zabawy w Karnawale.