Bez kategorii

Powrót z wakacji

Od Wielkanocy trochę czasu upłynęło, ale już wracamy do normalności. Długo nie pisałem a to za sprawą pierwszych wakacji. Tam oczywiście również wiele się działo. Dwa miesiące spędzone w Polsce to błogosławiony czas. Spotkania z rodziną, znajomymi i mnóstwem życzliwych osób. Czy odpocząłem? Na pewno zmiana otoczenia korzystnie wpływa na samopoczucie, ale fizycznie to chyba wróciłem do Yanashi, by odpocząć. Choć za bardzo się nie da.

Dopływając do wioski w porcie, spotkałem czekającą grupę muzyczna z parafii i kilkadziesiąt dzieciaków. Przywitanie, które od razu dodaje sił i sprawia, że szybko ucieka tęsknota. I nawet nie żal tych trzech kilogramów cukierków przywiezionych z Polski, które planowałem mieć na rok tylko dla siebie. A potem spotkania. Pierwsi potrafili zastąpić mój budzik. Waląc do drzwi o 5 rano. Niektórzy by pogadać, bo akurat płyną na ryby albo idą na pole, a inni po prostu, by się tylko przywitać.

Ten tydzień to też dużo pracy z młodzieżą. Szkoła wspomina rocznice powstania, ale jak to w życiu bywa radości przelatują się ze smutkiem.  Jeden z uczniów 14 letni chłopak, po grze w piłce nożną i po kąpieli w rzece, złapał tak silne zapalenia płuc (według lekarza), że na drugi dzień był martwy. To pokazało młodym, ale i nam wszystkim kruchość życia. To też dla nas porażka. W dniu pogrzebu okazało się, że choć rodzina chrześcijańska, ich syn nie był nawet ochrzczony.

Długo nie nacieszyłem się będąc wśród nich. Zaplanowane mieliśmy spotkanie kapłańskie z biskupem. Czas, by spojrzeć na naszą kapłańską posługę w świetle dokumentów papieża Franciszka.

Wspólne modlitwy i wymiana doświadczeń. To też czas, by razem pobyć, wypić wspólnie kawę i pogadać o niczym. To nie Polska, że sąsiada księdza masz o kilka minut od siebie. Ja do najbliższego mam 8 godzin. Gdy wybraliśmy się na wspólny obiad poza miasto busem, kierował biskup. Śmialiśmy się, że w jego zdolnościach kierowania są losy 90 procent kleru diecezji. wszystkich jest nas 12. Na spotkaniach nie da się spać, bo nie ma za kim się schować.

DSC_0017

W Iquitos dziś robiłem zakupy. Patrząc na motocarro wyładowane rzeczami: to trochę jak wózek w markecie. 50 kilo ryżu, 50 kilo cukru….. By to zapakować na statek, potrzeba było 4 pomocników. Obkupieni, by było czym podzielić się z animatorami, którzy zadbają o rybę czy mięsko, możemy zacząć wizyty w wioskach.