Bez kategorii

CEFAC – Spotkanie animatorów

Jak już kiedyś wspominałem w naszym wikariacie większość pracy spada na barki animatorów. To oni są odpowiedzialni za katechezę i spotkania modlitewne w swoich miejscowościach. Co dwa lata ich przedstawiciele spotykają się, by się poznać i wymienić doświadczeniami. Na spotkanie, które w tym roku odbyło się w Pevas zjechało się 26 animatorów z różnych miejscowości. Nie mogło zabraknąć skromnego składu z Estrecho.

DSCF8227

Tematem przewodnim była rodzina i encyklika Laudato Si.

Spotkania rozpoczęliśmy od serii wykładów Edgarda. Nie była to tylko teoria. Wykłady oparł o własne doświadczenie. Wśród plemion Kiczwa spędził 9 lat. Nawet udało mu się opanować ich język.

DSCF8544

Omawiając temat rodziny w kulturze Kichwa porównał ją do rzeki, która zasilana jest przez inne i robi się coraz większa i silniejsza, ale też czasem się dzieli i tworzy nowe. Role i Funkcje w rodzinie to podstawa harmonii. I to daje rytm, jak w muzyce i owoce. Jak płyną na ryby i mężczyzna zarzuca sieć, kobieta siedzi z tyłu łodzi i nią balansuje. Bez niej łatwo łódź się wywraca. Brak masato to dla nich tragedia. Kto je robi? oczywiście żona, ale z yuki, którą wykopie mąż. Jest współpraca.

DSCF8504

Następnym wykładowcom został Santiago Yahuarcani.DSCF8274

Który wywodzi się z plemienia Witoto aimen mynyka. Nie tylko ciekawie opowiada, ale też na podstawie opowieści swych przodków tworzy niesamowite obrazy. On też przedstawił nam jak to w ich grupie zakładało się nowe rodziny.

DSCF8646

Córki towarzyszyły matce ucząc się od niej wszystkiego. Chłopcy zaś swym ojcom. Gdy byli dorośli zakładali rodziny w obrębie swego plemienia. Dlatego to ojciec szedł i prosił o rękę dla swego syna. To miało związek z ich wiedzą. Już wtedy wiedzieli, że pokrewieństwo jest wielkim problemem w założeniu rodziny i w związkach spokrewnionych w bliskiej linii są problemy genetyczne. W trakcie ślubu dawali im do wypicia sok z drzewa EMYGUY, który sprawił, że młoda para się odurzała. W tym momencie łączyły się ich duchy w parę. Wszystko zmieniło się za czasów patronów, którzy wprowadzili swoje zwyczaje.

Kolejnymi prelegentami zostało małżeństwo Pepe i Berleti. Pepe przez kilkanaście lat pracował w ministerstwie edukacji a dziś jest ich doradcą. Więc informacje czerpaliśmy z pierwszej ręki. Przez lata sam też pełnił funkcję animatora.

DSCF8374

Rodzinę peruwiańską a w zasadzie ich problemy podsumował na podstawie 4 punktów.

  1. Jak się zaczyna. A dziś niestety zaczyna się za wcześnie. Wiele dzieciaków ma dzieci. Nie zrealizowały się jako dzieci, a już muszą wejść w dorosłość. I nie tworzą pełnych rodzin. W Peru na 100 kobiet 12 jest nieletnich. W naszym rejonie na 100 aż 32 są nieletnie. To też ma odbicie w edukacji. Większość nieletnich ma tylko szkołę podstawową.
  2. Czym i jaka jest. Z tradycji rodzina jest bardzo duża. Dzieci nie są tylko mamy i taty. Cała rodzina bierze udział w ich wychowaniu. Stąd są bliskie relacje w całej rodzinie. Dziś często propaguje się typ nowoczesny tzw. nuklearny. Tata mama i dzieci. Odrzuca się doświadczenie rodzin. Wcześniej nie było tyle rozwodów. Bo była instytucja tzw. Control Social. Bliscy widzieli ich problemy i wspólnie próbowano nim zaradzić. Dziś każdy zamyka się w swoich 4 ścianach i nie radzi sobie z problemami.
  3.  Role w małżeństwie. Małżonkowie wzajemnie się uzupełniają a ich relacje nasycone są wzajemnym uznaniem, miłością i szacunkiem. Wiara może pomóc w tworzeniu na nowo za każdym razem, na nowo, więcej i lepiej. Niestety dziś często tak nie jest. Ewangelicy, którzy są bardzo silni w tym rejonie wprowadzają swoje zwyczaje i styl pojmowania rodziny.
  4.  Nadzieja w dzieciach. Troska o ich wychowanie. Korygowanie, by się nauczyły dobrych wartości. Tłumaczyć, ale i respektować ich decyzje jeśli są sprzeczne z naszymi.

DSCF8327

Na podstawie nowej encykliki Laudato Si, zajęliśmy się tematem ekologii. Który jest bardzo ważnym i często pomijanym tematem. Jako przykład usłyszeliśmy sytuację z Tamshiyacu. W którym w ciągu 2 miesięcy wycięto 2 tys. hektarów lasów, by tam posadzić kakao. Czyszczą teren ze wszystkich roślin i zasypują źródła i strumienie. To sprzeciwi się ich kulturze upraw. Organizując pole wycina się to co niepotrzebne. Pozostawia się rośliny i drzewa, które mogą służyć. Jeśli jest strumyk to go pozostawiają nietkniętego. Firma, która zdewastowała taką część dziewiczego lasu teraz chce pozyskać 45 tys. hektarów pod uprawę palmy olejowej, z której będą produkować biodizel. Przez ten teren przepływa wiele rzeczek. Ziemia bez drzew jest wymywana i rzeka robi się mętna. Wymierają ryby, a ziemia staje się mniej żyzna więc chemią trzeba ją użyźnić, i też chemicznie chronić rośliny. W tym rejonie opady to norma więc duża część pestycydów z opadami dostaje się do rzek, zabijając w nich życie. Do  produkcji potrzeba mnóstwa owoców. Wyciskając olej odpady są nieużyteczne a do tego groźne. Jak reagują ludzie? Większość nie ma zdania. Część sprzedała ziemię, inni mają pracę więc akceptują. Są tacy co protestują. Ale większość biernie się przygląda, nie myśląc o przyszłości. Na każde 3 hektary potrzeba 1 pracownika. Wić potrzeba będzie ok. 15 tys. pracowników. Wioska teraz jest malutka. I rozrośnie się do olbrzymiej wielkości. Pracownicy będą mieć rodziny więc miasto stanie się gigantem. By uciszyć Indian daje się im możliwości: elektryczność, edukacje, infrastrukturę, ośrodki zdrowia, komunikacje telefoniczną. Gromadzi się ich w większe społeczności, gdzie niby łatwiej się żyje. Ale nikt nie pyta o ich zwyczaje i tradycje. Przeniesieni do innej rzeczywistości często popadają w problemy jakie niesie cywilizacja z alkoholizmem na czele.

???????????????????????????????

Miejscowość w której się spotkaliśmy jest miejscem, w którym stara się o zachowanie tradycji. Na jej terenie żyją 4 grupy etniczne, które do dziś starannie dbają o dobra kulturowe, jakie odziedziczyli po swoich przodkach. Tak więc w jednym dniu mogliśmy poznać choć trochę ich tańców  i smakołyków.

???????????????????????????????

Punktem na zakończenie była akademia, w której nie zabrakło śpiewów, tańców, dowcipów i skeczy. W tym dniu celebrowaliśmy też urodziny Dominiki.

DSCF8710

Następnego dnia wsiedliśmy na statek płynący do Iquitos. W takiej grupie 19 godzin na statku upływa jak chwila. No trochę dłuższa chwila.

DSCF8876

Bez kategorii

Recorrido

W lipcu w Polsce rozpoczął się czas wakacyjnego podróżowania. Tak więc i my wybraliśmy się w podróż. Ale nie na odpoczynek a wręcz przeciwnie. Na dwa tygodnie łódź, która nosi imię świętego Franciszka stała się naszym domem.

1

W grupie 8 osób wypłynęliśmy w dół rzeki, by odwiedzić wioski znajdujące się pod naszą opieką duszpasterską. Dobrze, że w końcu się to udało, po 6 latach. Na naszej drodze znalazło się 12 wiosek. I w sumie pokonaliśmy ok. 300 km.  Niestety to tylko połowa. I na dodatek połowa z połowy. W dole rzeki  jest ok. 30 wiosek. A mamy tez wioski w górę rzeki. Też ok. 600 km. Niestety na więcej środki finansowe nie pozwalają. I szkoda, bo komunikując się przez radio z innymi wioskami przekazywali nam pozdrowienia. I słowa, że czekają, kiedy i do nich przypłyniemy.

IMG 2

To tak tytułem wstępu. Jak wygląda taka wizyta?

Wszystko oczywiście w wielkim skrócie. Po dopłynięciu do wioski oczekiwanie.

IMG 3

Najpierw trzeba rozmawiać z kimś odpowiedzialnym za wioskę. A za nią odpowiada szef wioski, który tu nazywany jest casice.

???????????????????????????????

Nasz statek pomimo tak długiego czasu jest rozpoznawany i szybko pojawiają się ludzie by pogadać. I nie tylko ludzie.

IMG 5

W większości wiosek, pierwszymi rozmówcami były kobiety i dzieci. Mężczyźni w ciągu dnia zajmowali się odnawianiem pól zniszczonych przez rzeke. Ludzie cieszyli się, że woda opadła. Po naszym powrocie rzeka znowu zaczęła się podnosić i to nawet wyżej niż poprzednio. Więc ich praca znowu zostanie zniszczona.

???????????????????????????????

Z rozmów dowiedzieliśmy się, że co 15 lat zdarza się, że woda wylewa tak jak w tym roku niszcząc wszystkie ich przyszłe zbiory. Teraz czeka ich trudny czas. Potrzeba 6 miesięcy by urosła juka i rok na banany, które są podstawą ich codziennej diety. Dobrze, że chociaż ryb nie brakuje. I prawie w każdej wiosce to był temat pierwszej rozmowy.

Jak tylko opadnie woda pojawią się komary. A wraz z nimi malaria i denga. W wioskach oddalonych o kilkanaście godzin od służb medycznych, a od szpitala liczonych w dniach, każda choroba może stać się niebezpieczna i zabójcza. Już w czasie naszego recorrido na rzece była niezidentyfikowana epidemia. Było wielu chorych skarżących się na ból brzucha, głowy i osłabienie organizmu.

Służba zdrowia wsparła nas dając 100 moskitier do rozdania dla rodzin i trochę leków. To niewiele, ale zawsze coś. Teraz choć 100 osób w nocy nie musi się oganiać od komarów. .

Po zgodzenia zejście na ląd, czas na zwiedzanie wioski. To czas by zaprosić mieszkańców na spotkanie. Często spacerowaliśmy z przewodnikiem. W niektórych wioskach tym przewodnikiem były dzieci. A w ,,stolicy’’  przewodnikiem został nawet policjant. Co nie znaczy, że wioska była niebezpieczna.

IMG 7

I tak powoli rozpoczynaliśmy naszą pracę duszpasterską. Tam, gdzie tylko było to możliwe dzieliliśmy katechezę dla dzieci i dla dorosłych. Było dużo śpiewu, tańca i zabaw.

IMG 8

Przez tą krótką ok. 2 godzinną katechezę przygotowywaliśmy dzieci, młodzież i dorosłych do sakramentów. Nazajutrz odprawialiśmy msze świętą. Zdarzało się, że celebrując 5 sakramentów jeden za drugim. Spowiedź, chrzest, pierwsza komunia, sakrament małżeństwa, sakramenty chorych.

Czas w wioskach upływał bardzo szybko i trzeba było płynąć dalej. To taki ogólny schemat naszej wizyty. Niestety  nie mam zdolności pisarskich i musi wystarczyć tylko, albo aż tyle. Niech zostanie niedosyt, by może samemu wyruszyć w podróż z Panem Bogiem.

Podsumowując ta wyprawa, przyniosła wiele radości nie tylko odwiedzanym, ale również nam.  Były wieczorki ze śpiewem i tańcem.

???????????????????????????????

Sporym zainteresowaniem cieszyła się gra planszowa. Nie zabrakło też czasu  na kontemplacje tego co stworzył Bóg. I wyszło mu to niesamowicie.

???????????????????????????????

Nie przeszkadzały nawet chmary maleńkich muszek gryzących, gdzie popadło. Przez nie sam zacząłem powielać jedną z wad Polaków przebywających na wakacjach w ciepłych krajach. Chodzi mi o zakładanie skarpetek do sandałów. Ja nawet posunąłem się dalej i zakładałem skarpetki do japonek. Ale wmawiałem sobie, że raz nie jestem na wakacjach, a dwa wole wstyd niż swędzenie i rany.

Teraz pozostało złapać stopa, na kolejną wyprawę.

IMG 11