Bez kategorii

Odpust

Parafia, w której obecnie posługuje nosi imię świętego Antoniego z Padwy. 13 czerwca święty obchodzi swoje narodziny dla nieba, a my z tej okazji odpust parafialny. Ale on jest też patronem miasta. Miejscowi już go nawet zaadoptowali i mówią święty Antoni z Estrecho. Mieszkańcom, których codziennym pokarmem są ryby, w kazaniu postanowiłem przybliżyć jeden z jego cudów.

1

Antoni został posłany do Rimini nad Adriatykiem, które było siedliskiem herezji. W IV wieku n.e., arianie nie uznający bóstwa Chrystusa przyczynili się do wygnania św. Hilarego z Poitiers. Święty zamierzał nauczać w kościele, nikt jednak nie przyszedł. Żaden słuchacz nie pojawił się także na placu. Wówczas, powiadomił mieszkańców, że ci, którzy następnej niedzieli zechcą przyjść na plażę, zobaczą cuda. W oznaczonym dniu na plaży zebrał się tłum ciekawskich. Nie zważając na nich, Antoni zwrócił się twarzą ku morzu i stojąc w wodzie, zaczął przemawiać do ryb: „Wy, ryby tego morza, posłuchajcie słowa Bożego, którym wzgardzili heretycy…” Na te słowa, ławice ryb zaczęły podpływać ku świętemu, z najmniejszymi rybkami na czele i najdorodniejszymi na końcu, a podnosząc głowy, wszystkie zdawały się uważnie słuchać Bożego słowa. Brat Antoni wykładał im katechizm, opierając się na cytatach ze Starego i Nowego Testamentu. Swoje kazanie zakończył słowami „Niech będzie błogosławiony Bóg przedwieczny, gdyż ryby oddają mu chwałę lepiej, niż heretycy”. Tłum, który znacznie się powiększył, na widok tego cudu padł na kolana. Wówczas Antoni pobłogosławił ryby i odesłał je.

2

Świętowanie trwało cały tydzień. Na każdy dzień zaplanowane były różnego rodzaju wydarzenia.

3

Rozpoczęło się od konkursu na przedstawienie historii miasta. Gdyby nie to, że siedzieliśmy z przodu to chociażbym się przespał.  A tak nic się nie dało zrobić. To były trudne 2 godziny. Forma wykładu działa na mnie usypiająco. Zdjęcia brak. Tu musi zadziałać wyobraźnia. Proszę przypomnieć sobie z własnych wspomnień wykład na studiach.

Wyścig łodziami canoa. Który z powodu dość rwącego prądu rzeki nie był wcale taki łatwy i wiele ekip wróciło wpław do brzegu. Dobrze, że marynarka wojskowa zatroszczyła się o kamizelki, więc było bezpiecznie. No prawie bo zabrakło kamizelek i zadecydowano, by choć jeden zawodnik z łodzi miał kamizelkę. Dla miejscowych, którzy od dziecka wychowali się przy rzece, pływanie, nawet w tak rwącym nurcie nie stanowi dużego problemu. Było sporo emocji.

4

Wybory mis, które z wiadomych powodów, chyba przyciągnęły największą ilość widowni. Na wybiegu zaprezentowało się 5 kandydatek. Występując w wybranej przez siebie kreacji, w stroju regionalnym, stroju kąpielowym (w kwestii wyjaśnienia – zasłoniłem oczy 😛 ) i wieczorowym.

5

Maraton na 10 km. Co prawda, w tym roku nie czułem się na siłach, by w nim pobiec, więc w udziale przypadło mi wystartowanie biegaczy. Moi faworyci marynarka wojenna zajęła 2 miejsce. Trzeba będzie z nimi nie tylko się modlić, ale też i pobiegać.

6

Wystawa rzemiosła,  które robią mieszkańcy. Korzystając z dobrodziejstw jakie daje dżungla, możliwości są ograniczone tylko przez wyobraźnie. Na tej wystawie zaprezentowała się grupa Beaty, która wykonuje swoje rękodzieła przy parafii. Trzeba przyznać, że co nie wezmą do rąk, to potrafią zrobić piękne rzeczy.

7

Degustacja regionalnej kuchni. A w zasadzie to 3 typów kuchni. Murui, Ocaina i Bora. Mieszkańcy tych trzech plemion mieszkają najbliżej, stąd i w miasteczku są ci, którzy z rodzinami postanowili opuścić swe wioski i zamieszkać tutaj. Najwięcej było ryb podawanych na różne sposoby. Nie brakowało też potraw z yuki. Spróbowaliśmy z Beatą wiele, ale na gryzonia jeszcze nie nadeszła pora :)

8

W jedzeniu nie pomagał też spiker, który nas prześladował. Co chwile podawał do wiadomości mieszkańcom co jemy i czy nam smakuje. Więc nie było wyboru musiało smakować.

9

W sobotę rano była msza święta.

Wieczorem loteria organizowana przez parafie. Marynarze wygrali żelazko. Teraz już się nie wykręcą, dlaczego nie wyprasowali koszul.

11

i dyskoteka do samego rana.

Z tej okazji byłem przekonany, że w niedzielę kościół będzie świecił pustkami i się pomyliłem. W niedziele świętowaliśmy też urodziny naszej siostry Tatiany.

12

Po takim świętowaniu czas się wziąć do roboty. Z ekipą misyjną wyruszamy odwiedzić wioski. Co zajmie nam około dwa tygodnie.

Bez kategorii

Isamiento

W całym Peru bardzo dużo wysiłku poświęca się, by zaszczepić w obywatelach ducha patriotyzmu. Na każdym kroku spotyka się emblematy państwowe i flagi. Tu na granicy, gdzie rzeka Putumayo oddziela Peru od Kolumbii jest to bardzo widoczne. W wioskach, w których nie ma prądu, nie działa telefon, nie ma sklepów a ludzie żyją bardzo ubogo, nie może zabraknąć masztu, na którym powiewa czerwono – biało – czerwona flaga Peru.

DSCF6484

A z drugiej strony ta granica tutaj jest bardzo umowna. Bez żadnej kontroli da się przepłynąć na drugą stronę i odwiedzić wioski kolumbijskie. Każdej niedzieli na mszy świętej jest kilka osób, które przypływają na msze świętą z wioski Marandua. To 3 minuty łodzią pekepeke. Przypływają tutaj do kościoła, bo ich proboszcz jest 3 godziny w górę rzeki. Tak się składa, że ostatnio przypłynął, by odwiedzić swoją wioskę, więc wpadł na kawę i do mnie. To piękne, że kościół nie ma granic. Oczywiście obiecałem mu, że będąc  w pobliżu zrewanżuje się wizytą w jego wiosce, która podoba mi się już z samej nazwy – San Rafael.

DSCF7314

Wracając do tematu patriotyzmu. A w zasadzie do ich przejawów. 11 listopada zawsze po mszy świętej siadałem przed telewizorem,  by uczestniczyć w ten sposób w uroczystościach nadawanych sprzed Grobu Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Bardzo podobały mi się maszerujące jednostki wojskowe. Teraz będąc w Peru, w każdą niedziele po mszy świętej z całym miasteczkiem, uczestniczę w uroczystościach, które noszą nazwę Isamiento. W każdą niedzielę, mieszkańcy zbierają się na placu, by przez pół godziny uczestniczyć w podniesieniu na maszt flagi, odśpiewaniu hymnu, następnie pieśni oddającej część Fladze Peruwiańskiej i potem defiladzie.

DSCF6844

W Estrecho, które od kilku miesięcy jest stolicą prowincji (powiatu), znajdują się jednostki wojska lądowego i marynarki wojennej. Więc już nie tylko raz w roku, ale co niedziele mogę podziwiać maszerujące wojsko. A też w każdy piątek odwiedzać ich bazę by wspólnie z nimi się modlić i odprawiać dla nich msze. Ale w defiladzie uczestniczą też inni. Każdej niedzieli wyznacza się inne instytucje odpowiedzialne za paradę. Parafia również ma swoją kolej. Tak się złożyło, że nam przypadła w udziale organizacja defilady dnia 31 maja. Kościół w tym dniu obchodzi dzień, w którym promuje się, by dzieci pomagały dzieciom z innych krajów misyjnych. I to był temat naszej defilady. Dzieci z różnych kontynentów.

DSCF7303

W każdą niedzielę po mszy świętej, gdy stoję pośród nich, wpatrując się w peruwiańską Flagę, z łezką w oku wracam pamięciom do apeli szkolnych w Polsce. Pamiętam jak wiele dzieciaków a zwłaszcza młodzieży, nie wiedziało jak się zachować, nie mówiąc już o śpiewie hymnu. Bo jeśli chodzi o znajomość treści, to wydawało mi się, że chyba znali.

DSCF7307

W udziale przypadło mi wciągnąć na maszt flagę państwa w którym posługuję.

W galerii zdjęcia z 2 niedzieli. Gdy za defiladę odpowiadała parafia i przedszkola.