Bez kategorii

Tamshiyacu

Tamshiyaku – w języku keczua to zlepek  dwóch słów –  liana i woda. Wiec można tą nazwę miejscowości przetłumaczyć jako wodna liana.

DSC1

Pierwszy wypad po amazonce w moim życie.

DSC2

Płynęliśmy z portu 1 godz. w górę największej rzeki świata.

DSCF3

Mijając nadrzeczne wioski, w hałasie silnika, podziwiając piękno tego miejsca. Nie rozumiem, jak większość podróżujących mogła zasnąć w takim hałasie.

DSCF4

Łódź oprócz pilota, obsługuje człowiek pilnujący silnika i drugi siedząc na dachu, wypatruje on zagrożeń po drodze. Rzeką płyną duże konary drzew, które gdy się na nie wpłynie mogą wywrócić łódź.

DSCF5

Ciekawie wygląda przesiadka, bez zatrzymywania łodzi. Podpłynęliśmy do większej. Wzdłuż niej idzie deska, szeroka na 5-8 cm. Pewien mężczyzna przesiadł się z naszej łodzi na drugą, przeskakując na tę deskę. Miałem stracha o niego, bo w pewnym momencie pośliznął się i do pasa wpadł do wody. Wciągnął się na rękach. I przesiadka Bogu dzięki się udała.

DSCF6

W wiosce spędziłem 3 dni. Mieszając w domu  parafialnym  z Gabryelem i z Ivanem.

DSCF7

Przyglądałem się ich pracy, uczestniczyłem w spotkaniach z grupami parafialnymi. Nie zabrakło też spacerów i rozmów z mieszańcami.

DSCF8

I oczywiście kosztowania lokalnych pyszności. Owoc drzewa chlebowego.

Więcej zdjęć w galerii.

Bez kategorii

Iquitos

Jeszcze tego samego dnia, jak tylko odebrałem dokumenty, kupiłem bilet i samolotem (1,5 godz. lotu) dotarłem do Iquitos. Pierwsze wrażenia po opuszczeniu samolotu, to jakby wchodziło się do sauny. Gorąco i parno. Powiem szczerze, obawiałem się kąpieli w zimnej wodzie. Ale w tym klimacie to bardzo przyjemne. Choć na krótką metę. 2 minuty po kąpieli, znowu jest się spoconym (przynajmniej ja tak mam. Narazie, aż organizm się przyzwyczai). Z tego miejsca, będę wyjeżdżał do różnych stacji misyjnych, by poznać, jak pracuje się w  nowym dla mnie miejscu. Na naszym podwórku rosną moje ulubione bambusy – tu są ogromne (w Polsce jedynie one potrafiły przetrwać, gdy zapominałem podlewać kwiatki).

DSCF2096

Miejsce, w którym obecnie jestem – Miasto Iquitos zostało założone w 1750 roku, gdy powstała tu misja jezuicka. Dziś liczy ok. 600 tys. mieszkańców. Jest  jedynym tak dużym miastem na świecie, do którego nie prowadzi żadna droga ani tor kolejowy. Transport odbywa się głównie statkami lub samolotem. Po mieście porusza się motocarro. Wygodnym i szybkim środkiem transportu. DSCF2109 Pod swój dach przygarnął  mnie franciszkanin Luis. W tym domu mam swoje M1.(pokój) DSCF2097 Obok naszego domu znajduje się cudna Maloka. Jest to typową budowla, w każdej wiosce indiańskiej. Służy mieszkańcom jako miejsce spotkań, i celebracji różnych uroczystości. DSCF2095 Dziś w mieście był koncert ukazujący muzykę, śpiew i taniec z trzech części Peru. Sierry – góry  – Andy DSCF2131 Costy – wybrzeża DSCF2124 Selvy – dżungli DSCF2149 Nie mogłem opuścić takiego wydarzenia, które ukazuje w wielkim skrócie, ich bogactwo kulturowe.

Bez kategorii

W końcu się udało

To co miało mi zająć 2 dni zajęło trochę więcej czasu. Jednak po 10 dniach starania się, udało się uzyskać carne de extranjeria – kartę obcokrajowca. Czyli taki peruwiański dowód osobisty. Teraz już mogę się pakować i przemieścić w kolejne miejsce IQUITOS.

DSCF2090

Bez kategorii

Chrzest misyjny

Żeby nie było, że spotykają mnie same przyjemności. Dziś zrozumiałem na własnej skórze, że misjonarz musi umieć wszystko. Wracając  z popołudniowego spaceru, ujrzałem jak z sufitu leje się woda i to dosłownie ciurkiem. Widocznie ostatnie trzęsienia ziemi spowodowały, że jedna rurka wysunęła się z drugiej. Jest to możliwe, jeśli niczym nie są do siebie przymocowane. A tutaj tak się buduje. Na szczęście po zdemontowaniu sufitu, w miarę szybko udało się usunąć usterkę. Pozostało zebrać wodę, której nazbierało się na posadzce już naprawdę dużo. Ciekawe na jak długo wystarczy taka prowizorka?

DSCF2089